"Wszyscy kłamią" - czy dr House miał rację?

Jarosław Kosiaty


Motto:
"Największą karą dla kłamcy jest nie to, że ktoś mu nie uwierzy,
ale to, że on sam nie potrafi uwierzyć nikomu."
George Bernard Shaw (1856-1950)

"Everybody lies" (ang. "Wszyscy kłamią") - taki napis na koszulce nosił główny bohater popularnego serialu telewizyjnego "Dr House", w którego postać przez osiem sezonów wcielał się brytyjski aktor, scenarzysta filmowy, pisarz i muzyk Hugh Laurie. Czy tak jest rzeczywiście?

Prof. Robert Feldman, psycholog z University of Massachusetts w Amherst, uważa, że średnio co 10 minut wypowiadamy trzy kłamstwa. "Sam byłem zaskoczony, kiedy to odkryłem. Zanim rozpocząłem badania, sądziłem, że kłamstwo zdarza się rzadko" – mówi Feldman i przypomina, że już dzieci między drugim a trzecim rokiem życia uczą się tej umiejętności. Udają wtedy płacz lub śmiech, aby zwrócić na siebie uwagę.

Potem jest jeszcze gorzej, bo kłamstwa są bardziej wyrafinowane. Nie bez winy są tutaj dorośli. Monika Maciejewska, autorka licznych artykułów popularnonaukowych, podaje konkretne przykłady – zaczynając od rodziców ("Podziękuj cioci za flaki i powiedz, że bardzo ci smakowały"), poprzez nauczycieli ("Przeproś Jolę i powiedz, że wcale nie myślisz, że jest głupia"), a kończąc na rówieśnikach ("Powiedz swojej mamie, że na imprezie będą tylko moi rodzice, to pozwoli ci przyjść"). Najgorsze jest to, że za tego rodzaju kłamstwa jesteśmy nagradzani - rodzice i nauczyciele nas chwalą, a w sobotni wieczór możemy się bawić na imprezie w gronie kolegów i koleżanek z klasy. Gail Heyman z University of California-San Diego zwraca uwagę na łamach “International Journal of Psychology" na istotną sprzeczność: większość rodziców oczekuje, że ich dzieci będą zawsze mówiły im prawdę, ale sama wykorzystuje kłamstwa, aby nakłonić dzieci do określonych zachowań. Przyznajmy się z ręką na sercu, kto z nas nie powiedział nigdy do swojego dziecka: "Powiedz, że nie ma mnie w domu.", gdy dzwonił ktoś, z kim nie chcieliśmy rozmawiać?

Dzięki badaniom rodziców z różnych kultur, okazało się, że zjawisko kłamania wobec dzieci jest powszechne. Wyniki uzyskane od chińskich i amerykańskich rodziców były prawie identyczne - prawie wszyscy rodzice potwierdzili, że zdarza się im skłamać w rozmowach z dziećmi…

Ale zostawmy dzieci. Już jako dorośli najczęściej oszukujemy na randkach oraz podczas rozmów o pracę. Steven D. Levitt, autor książki "Freakonomika", jako przykład podaje wyniki własnych badań, w których okazało się, że nieprawdziwe informacje znalazły się w ponad połowie CV. A konsekwencje takich działań mogą być bardzo poważne. Przekonała się o tym w 2010 roku 29-letnia Rhiannon Mackay, którą sąd w Plymouth skazał na karę 6 miesięcy więzienia za to, że kłamała w swoim CV, a także za to, że podszywając się pod poprzedniego pracodawcę sama wystawiła opinię o swojej pracy. Była ona pierwszą kobietą w Wielkiej Brytanii, którą ukarano pozbawieniem wolności za takie wykroczenie. Poświadczenie nieprawdy w CV jest w prawie angielskim oszustwem polegającym na podawaniu się za kogoś, kim się nie jest, za co grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Kłamstwom sprzyjają nowe narzędzia komunikacji. Jak wynika z badań Mattitiyahu Zimblera z University of Massachusetts-Amherst, opublikowanych na łamach "Journal of Applied Social Psychology", posługiwanie się kłamstwem łatwiej przychodzi nam w e-mailach i SMS-ach, niż w sytuacjach, gdy jesteśmy z rozmówcą twarzą w twarz (badanie przeprowadzono na grupie 220 studentów).

A jaka jest skala i zakres tego zjawiska w relacjach lekarz-pacjent? Interesujące wyniki uzyskała Klinika Kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy, która przez dwa lata obserwowała 200 osób po zawale serca. "Wszystkich pytaliśmy, czy regularnie biorą leki i stosują się do wytycznych. 95 proc. odpowiedziało twierdząco, tylko pięć przyznało, że niekoniecznie" - mówi prof. Jacek Kubica, szef kliniki. Jednak lekarze nie uwierzyli w otrzymane deklaracje i postanowili sprawdzić, jak wygląda stan faktyczny. Przepisane w klinice leki były refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Wystarczyło zatem sprawdzić, ilu chorych wykupiło leki wymienione na receptach. Warto w tym miejscu dodać, że podstawowa terapia po zawale serca nie jest droga – jej koszt to ok. 35 zł miesięcznie. "Okazało się, że połowa pacjentów nie zrealizowała recept. A skoro nie kupili leków, to nie mogli ich zażywać, choć tak deklarowali" - mówi profesor Kubica i z żalem podsumowuje: "Jesteśmy ofiarą swojego sukcesu. Kiedy dochodzi do zawału serca, chory odczuwa ogromny ból, boi się śmierci. Jednak, gdy wykonamy angioplastykę, czyli półgodzinny zabieg udrażniający naczynia, ból ustępuje, a pacjent czuje się dobrze. Po co brać leki, skoro nic nie boli? Tak myśli wiele osób. Nie rozumieją, że leki nie są po to, by leczyć zawał, bo ten już był, ale by zapobiegać kolejnym. Trzeba powiedzieć jasno: chory, który rezygnuje z brania leków, naraża się na śmierć."

Szersze badania na ten temat przeprowadził największy w Polsce serwis internetowy dla lekarzy Esculap.pl. Elektroniczną ankietę wypełniło 1.350 medyków. Niespełna połowa z nich (48%) na pytanie "Czy Twoi pacjenci kłamią?" odpowiedziała: "Tak, od czasu do czasu", prawie co trzeci z lekarzy (29%) wybrał odpowiedź "Tak, bardzo często, a jedynie co szósty (16%) zaznaczył, że wprawdzie jego pacjenci kłamią, ale czynią to rzadko. Tylko 4% spośród wszystkich medyków biorących udział w badaniu odpowiedziało, że ich pacjenci zawsze starają się mówić prawdę. 3% lekarzy udzieliło "wymijającej" odpowiedzi, iż nie mają bezpośredniego kontaktu ze swoimi pacjentami.

Uczestnicy ankiety podzielili się jednocześnie doświadczeniami z własnej praktyki. Smutne jest to, że do kłamstw namawiają pacjentów… inni lekarze. "Pacjent wezwał karetkę. Zadaję mu pytanie: - Co Panu dolega? - Jest Pan lekarzem, to Pan powinien to wiedzieć - pada odpowiedź. Ja na to: - Jestem lekarzem, ale nie jestem Bogiem. Często chorzy ukrywają bądź symulują objawy oraz sposoby leczenia. Od kilku lat, aby uzyskać szybki dostęp do badań w szpitalu, podają fałszywe objawy jak np. krwawienie z przewodu pokarmowego (nierzadko wyszkoleni przez nieuczciwych lekarzy, oczywiście chwalonych za to przez lud). Stąd znaczna ilość badań gastro- oraz kolonoskopowych, finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia" – napisał jeden z medyków. Inny zauważył, że "pacjenci często kłamią co do daty powstania np. obrażenia, ponieważ nie chcą z tym iść do lekarza rodzinnego i do poradni chirurgicznej lub ortopedycznej. Wolą kłamać przychodząc na SOR lub Izbę Przyjęć w szpitalu. Po krótkiej rozmowie wielu przyznaje się, że lekarz rodzinny im "poradził": "Niech Pan/-i idzie do szpitala i powie, że stało się to dzisiaj, bo wtedy muszą Pana/-ią przyjąć i zrobić komplet badań. Dzięki temu nie będzie musiał Pan/-i czekać do Poradni." Część chorych kłamała, gdyż chciała "sprawdzić" rozpoznanie u innego lekarza: "Wykonuję badania ultrasonograficzne. Często zdarza się, że pacjenci podczas badania USG lub Dopplera nie podają poprzednich wyników badań, by po wyjściu na korytarz porównać uzyskany właśnie wynik z innymi."

Kłamanie nie jest niestety także obce rodzicom, przychodzącym do lekarza z chorym dzieckiem: "Rodzice kłamią zwykle wtedy, kiedy uważają, że mogli w jakiś sposób zaszkodzić swemu dziecku (jestem lekarzem pediatrą). Albo gdy chcą uzasadnić wizytę z dzieckiem w izbie przyjęć szpitala inaczej niż niechęcią do stania w kolejce u lekarza rodzinnego, a istotnych powodów zdrowotnych ku temu nie ma. Najbezpieczniej jest jednak zawsze przyjąć, że rodzic mówi prawdę i najpierw pomóc dziecku, a potem dopiero deliberować." Część rodziców kłamiąc nie zdaje sobie do końca sprawy z niebezpieczeństwa takiego postępowania: "Chętnie kłamią, że nic nie jedli i nie pili w okresie przedoperacyjnym (mimo pouczeń i podpisywanego oświadczenia - to ostatnie szczególnie w sprawie własnych dzieci tuż przed znieczuleniem). "On tak prosił, a przecież jest w szpitalu i nie pozwolicie, żeby mu się przez to coś stało". Na szczęście reguła ta nie dotyczy najmniejszych gości gabinetów pediatrycznych: "Moi pacjenci to dzieci. One, w szczególności te młodsze, nie potrafią jeszcze kłamać. Starszym dzieciom to już się niestety zdarza (vide: ucieczka przed sprawdzianem w szkole)." Część chorych kłamie, gdyż… nie chce martwić swoich lekarzy: "Najczęstsze kłamstwo to zaniżanie wyników glikemii. Kiedyś trafił mi się pacjent z... dwiema książeczkami profilu glikemii - prawdziwymi i tymi sfałszowanymi. Pomyliły mu się i wszystko wyszło na jaw - nie chciał martwić lekarza (sic!), bo nie trzymał diety, ale wartości HbA1c nie udało mu się już zmienić."

Są też sytuacje, w których szczególnie trudno uzyskać od pacjenta prawdziwe i pełne informacje "Seksuologia, to dziedzina, w której szczera rozmowa, zaufanie i wstyd przeplatają się przez cały czas . Dużo czasu mija zanim pacjenci naprawdę przestają mieć hamulce przed powiedzeniem lekarzowi o tym, czego nie chcą powiedzieć nikomu. A to właśnie często podstawa dobrej i pełnej diagnozy, a co za tym idzie i możliwości wdrożenia prawidłowego i skutecznego procesu leczenia. Kłamią nie z powodu złej woli, czy braku wiary w wyleczenie. Nie wierzą w to, że ich ktoś naprawdę wysłucha, zrozumie i nie będzie oceniał. Kłamią, bo dopóki nie zobaczą, że warto opowiedzieć o traumach, czy np. głupotach, w które sami się wpędzili i nie zostaną skrytykowani, do prawdy będzie daleko. W normalnym procesie leczenia mało który lekarz ma czas porozmawiać z pacjentem, wysłuchać go, wypytać. Te kilka minut, które mamy dla pacjenta, nie daje mu szans na otworzenie się, bo i po co... I tak nic z tego nie wyniknie. Lekarz to powinien być ktoś bliski, znajomy, zaprzyjaźniony... no prawie jak spowiednik bez prawa do odpuszczenia grzechu, ale i bez prawa do wygłaszania opinii." Zdarzają się również pacjenci, którzy do samego końca idą w zaparte: "Miałam kiedyś pacjentkę, która była u mnie rano w przychodni i po długiej wizycie wyszła nie do końca zadowolona, że nie potwierdzam po pełnym i wnikliwym badaniu ciężkiej - według niej - choroby oczu. Wieczorem trafiła do mnie do Pogotowia Okulistycznego, nie poznała mnie w stroju szpitalnym i dowiedziałam się, że była rano u lekarki, która nie chciała jej zbadać i dlatego musiała przyjść na dyżur." Jeszcze inni znajdują sobie szczególne "usprawiedliwienia": "Pacjent przyszedł do mojego gabinetu dość mocno zawiany, ledwie trzymał się na nogach, ale po moim oznajmieniu: - Pan jest przecież pijany, stwierdził: - Pani doktor ja jestem tylko bardzo zmęczony."

Najciekawszy przykład kłamstwa opisała lekarka z dużego miasta na północy Polski: "Pacjentka przyjęta poprzez KOR (Kliniczny Oddział Ratunkowy) do klinki nefrologii z objawami odmiedniczkowego zapalenia nerek, które to nijak w badaniach nie chciało się potwierdzić. Chora jednak upierała się, że gorączkuje i że boli ją w okolicy lędźwiowej, była więc szeroko przebadana, łącznie z tomografią komputerową. Przy okazji pacjentka często wychodziła "na przepustki", jako że czwórka dzieci ponoć płakała w domu (najmłodsze zaś roczek miało i nikomu, jak tylko jej, nie pozwalało się kąpać). Mąż przychodził i zabierał często żonę do domu, do stęsknionych dzieci. Dziwiło mnie tylko, jak ona zajmuje się tym rocznym dzieckiem z takimi długaśnymi, kolorowymi tipsami na palcach rąk. Pacjentka prosiła też o zaświadczenia, że jest hospitalizowana, bo jako ważny pracownik Urzędu Skarbowego miała ponoć w sądzie tenże urząd reprezentować, a jako że chora, to nie mogła. Oczywiście zaświadczenie dostała. Po kilku miesiącach od wypisu ja oraz pani ordynator otrzymałyśmy wezwania na policję, w sprawie naszej pacjentki. Okazało się, że… żaden mąż nie istnieje, żadne dzieci, żaden Urząd Skarbowy. Pacjentka była poszukiwana listem gończym za poważne przestępstwa finansowe, które popełniała w czasie hospitalizacji, a właściwie w czasie owych "przepustek do dzieci". Omal nie zostałyśmy posądzone o krycie przestępczyni! Jacy to jesteśmy naiwni, wierząc we wszystko, co mówią pacjenci! Potem przypomniałam sobie, że jednak od początku te długaśne tipsy na palcach nijak do kąpania niemowlaka mi nie pasowały. :)"

Na zakończenie powróćmy do prof. Roberta Feldmana z University of Massachusetts w Amherst, który przez 25 lat zajmował się badaniem natury kłamstwa. W opublikowanym niedawno wywiadzie stwierdził on: "W zasadzie nie powinniśmy pytać, czy ludzie kłamią, ale jak często i dlaczego to robią. Bo ludzie kłamią z natury. Jedynymi istotami, które zachowują całkowitą uczciwość, są płazińce Diplozoon paradoxum – u nich dorosła samica zrasta się z samcem na całe życie i żadne z nich nie ma wyboru, musi dochować wierności. W wypadku ludzi lepiej najpierw sprawdzić biling telefoniczny, a dopiero potem zaufać."

Czy zatem rację miał główny bohater serialu "Dr House", nosząc koszulkę z napisem "Everybody lies" (ang. "Wszyscy kłamią")? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Państwu, przypominając jedynie, że ostatni, 177. odcinek tego popularnego serialu (wyświetlanego w 66 krajach na świecie) nosił tytuł… "Everybody dies" (ang. "Wszyscy umierają") i w tym miejscu niepotrzebna jest żadna ankieta, aby potwierdzić 100% słuszność tego stwierdzenia...

Lek. Jarosław Kosiaty
redaktor naczelny portalu dla lekarzy Esculap.com
("Dama Pik" nr 3/2013, reprint: "Puls" nr 5/2016)
Wszystkie prawa zastrzeżone.
e-mail: jkosiaty@esculap.pl


Strona główna