W telegraficznym skrócie...

Jarosław Kosiaty pochodzi z Nowego Sącza, ale od wielu lat mieszka i pracuje w Warszawie. Lekarz, wykładowca uniwersytecki (Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego w Warszawie oraz Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej), dziennikarz, webmaster, w latach 2000-2020 redaktor naczelny portalu dla lekarzy Esculap.com. Wcześniej asystent w Klinice Neurologicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, później w II Zakładzie Radiologii Klinicznej Centralnego Szpitala Klinicznego przy ul. Banacha w Warszawie. Stypendysta Fundacji Amerykańsko-Austriackiej w Salzburgu oraz trzykrotny stypendysta Unii Europejskiej (Universite de Nancy, Francja).

Autor ponad 150 prac, głównie popularnonaukowych oraz poradnikowych (m.in. na temat wykorzystania Internetu w kształceniu medycznym i praktyce lekarskiej), zamieszczanych na łamach takich czasopism jak: "Gazeta Lekarska", "Kardiologia Polska", "Magazyn Aptekarski", "Magazyn Medycyny Rodzinnej", "Medycyna Praktyczna", "Nefrologia i Nadciśnienie Tętnicze", "Neurologia Praktyczna", "Psyche", "Puls", "Terapia", "Integracja", "Dama Pik", "Sądeczanin" i innych. Autor poradników dla lekarzy: "Jak korzystać z Internetu" (ze wstępem Stanisława Lema), "Internet w rękach lekarza-praktyka", "Neurologia w Internecie", "Komputer i Internet w pytaniach i odpowiedziach", "Prawo medyczne i promocja usług lekarskich w sieci Internet", "Aspekty prawne w praktyce lekarzy POZ", "Onkologia w sieci Internet", "Mój pomysł na praktykę lekarską", "Polski lekarz w Unii Europejskiej". Współtwórca programu telewizyjnego "Komputerowy Lekarz Domowy" (TVP1). Twórca serwisów internetowych m.in. Akademii Medycznej w Warszawie, Państwowego Zakładu Higieny, Instytutu Reumatologii w Warszawie, Biblioteki Głównej AM w Warszawie, Biblioteki Głównej CMKP, Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii i innych.

Hobby: literatura współczesna, film fabularny i dokumentalny, stare fotografie (www.dawnetatry.pl), historia Polski, Kresy Wschodnie (www.nawolyniu.pl), sport (pływanie, jogging). Od 2015 roku startuje w biegach długodystansowych (m.in. w triadzie patriotycznej "Zabiegaj o pamięć", na którą składają się: Bieg Konstytucji 3 Maja, Bieg Powstania Warszawskiego oraz Bieg Niepodległości).
Kontakt: jkosiaty@esculap.pl


Góral w Warszawie, czyli...

Pochodzę z Nowego Sącza, jednego z najstarszych miast Małopolski (lokowanego 8 listopada 1292 r.), gdzie przy ul. Kilińskiego 92, nad rzeką Kamienicą (dopływem Dunajca) spędziłem szczęśliwe lata dzieciństwa. A tak moje rodzinne strony, czyli Beskid Sądecki, opisuje Wojciech Nowicki w recenzji książki "Beskid Sądecki - dookoła Polski" (Wydawnictwo Pascal, 2001):

"Beskid Sądecki nie jest ani najwyższym, ani szczególnie dzikim pasmem polskich Karpat, lecz być może najbardziej "klasycznym", z soczystymi lasami, umiarkowanie stromymi zboczami i realną (jeszcze) możliwością spotkania wilka albo rysia.

Nigdzie indziej w Polsce górom nie towarzyszą tak potężne rzeki, nigdzie też - może poza Kotliną Kłodzką - nie skupia się na małej przestrzeni tak wiele renomowanych uzdrowisk, z których każde jest inne: Krynica zdumiewa przedwojenną świetnością i dużymi ambicjami, Żegiestów i Muszyna zachwycają krajobrazami (jedno dzikim, drugie sielankowym), z cichej Piwnicznej zapamiętuje się rynek i raj narciarski w Suchej Dolinie, a Szczawnica ma potencjalnie wszystko - wspaniałe położenie, Dunajec i świetną bazę sanatoryjną.

O czym się myśli, wędrując po Sądecczyźnie? O Łemkach, po których zostały malutkie cerkwie, o pionierze ochrony przyrody, hrabim Stadnickim z Nawojowej, o dżentelmenach w cylindrach snujących się niegdyś po deptakach uzdrowisk, o świętej Kindze... Ale przede wszystkim o cudownych krajobrazach, pięknych zachodach słońca, urokliwych miasteczkach i wspaniałych szlakach, które co roku przyciągają zakochanych w Beskidach turystów."


Beskid Sądecki. Widok z Jaworzyny.

Mieszkańcom Beskidu Sądeckiego wiele zawdzięczam i zachowam ich na zawsze w swojej wdzięcznej pamięci. Od wielu lat mieszkam i pracuję w Warszawie, ale odwiedzając rodzinne strony zdarza mi się zanucić czasem w ciszy "Góralu, czy Ci nie żal, góralu wracaj do hal..." (góralom z pobliskich Tatr poświęciłem serwis: Górale i Tatry na starych fotografiach).

Przodkowie


Rodzina Kosiatych. Nowy Sącz, 1924 r.

Mój pradziadek ze strony ojca - Jan Kosiaty (1863-1928) (na powyższym zdjęciu siedzi pośrodku) był nauczycielem, kierownikiem Szkoły Powszechnej w Wierzchosławicach, a następnie Szkoły Powszechnej nr 3 im. J. Kochanowskiego w Nowym Sączu. Brał udział w ufundowaniu Sanatorium Nauczycielskiego w Zakopanem w 1924 roku. Należał do Sodalicji Mariańskiej i przyjaźnił się z Wincentym Witosem, który był jego sąsiadem w Wierzchosławicach. Ożenił się z Jadwigą Michalską (1871-1914) - niestety, nie ma jej na powyższym zdjęciu - zmarła młodo, w wieku zaledwie 43 lat. Na fotografii pierwsza z lewej siedzi druga żona Jana Kosiatego - Jadwiga z domu Magierowska (1870-1956) primo voto Tabeau, z którą wziął ślub cztery lata po śmierci pierwszej żony.
Jan Kosiaty z Jadwigą z d. Michalską mieli sześcioro dzieci:

  • Aleksander Kosiaty (1892-1923) - nie ma go na zdjęciu (zmarł w 1923 r.). Był nauczycielem w szkole powszechnej. W chwili wybuchu pierwszej wojny światowej został przymusowo powołany do służby w armii austriackiej. Podczas walk z Rosjanami dostał się do niewoli i został zesłany na Sybir. W czasie Rewolucji Październikowej 1917 roku zaciągnął się w Omsku jako ochotnik do V Syberyjskiej Dywizji Strzelców Polskich i walczył na pociągach pancernych po stronie "białych" z bolszewikami (za męstwo i odwagę został odznaczony Krzyżem Walecznych).
  • Michał Kajetan Kosiaty (1893-1968) - (na zdjęciu w białym habicie). Dominikanin, uczył religii w Szkole Powszechnej w Tarnobrzegu-Dzikowie.
  • Jan Kosiaty (1901-1940) - na zdjęciu stoi pierwszy od lewej. Jako oficer Wojska Polskiego (kapitan w 4 PSP i KOP) brał udział w walkach niepodległościowych w 1920 i 1939 r. (m.in. w obronie Lwowa), następnie był więźniem obozu w Starobielsku; zginął zamordowany przez NKWD w 1940 roku.
  • Edward Kosiaty - był nauczycielem (stoi na zdjęciu trzeci od lewej).
  • Czesław Kosiaty (1910-1949) - to mój dziadek (na zdjęciu stoi pierwszy od prawej). Ukończył Akademię Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie, brał udział w kampanii wrzeœniowej w 1939 r. Po ucieczce z niemieckiej niewoli w Krasnymstawie przedostał się do Lwowa (pracował jako weterynarz w Winnikach pod Lwowem), a następnie do Nowego Sącza (fałszując dokumenty weterynaryjne zaopatrywał tamtejsze oddziały Armii Krajowej w żywność). Po wojnie założył pierwszą państwową lecznicę dla zwierząt w Nowym Sączu w 1947 roku.
  • Zofia Kosiaty (1890-1963), po mężu Krokowska - jedyna córka, siedzi jako piewsza z prawej.

Babcia - Maria Kosiaty (1911-2005) - ukończyła studia pedagogiczne w Krakowie, a także studia w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie (uzyskując tytuł Magistra Nauk Agrotechnicznych). Pracowała m.in. w Stacji Hodowli Roślin w Aleksandrówce. Później, przez wiele lat uczyła w Nowym Sączu języka esperanto. Była honorowym członkiem Polskiego Związku Esperantystów, a także członkiem Towarzystwa Wiedzy Powszechnej, Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Rolnictwa oraz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Pradziadkowie ze strony mamy - Jadwigi Kosiaty (1940-2009) odbyli na początku XX wieku długą podróż "za chlebem" do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, by powrócić po kilku latach i osiąść na stałe ponownie w Nowym Sączu.


Dziadkowie (ze strony Mamy): Genowefa i Józef Stach (Nowy Sącz, lata 30-te XX w.)

Babcia - Genowefa Stach (1907-2000) - ukończyła Gimnazjum Pedagogiczne im. Marii Konopnickiej w Nowym Sączu i pracowała jako nauczycielka (m.in. przez wiele lat w Szkole im. Adama Mickiewicza w N. Sączu).

Dziadek - Józef Stach (1910-1982) - był rolnikiem, pracował również jako inspektor rolny w PZU. Miał piękny głos, śpiewał w chórze "Echo", a później także w Chórze Kolejowym pana Paszyńskiego.

Rodzice


Rodzice: Jadwiga i Krzysztof Kosiaty (zdjęcia z okresu studiów).

Mój Tata - Krzysztof Kosiaty (1942-2012) był absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Długosza w Nowym Sączu, jeździł na nartach i latał na szybowcach (szkolił się na kursie szybowcowym w Aeroklubie Podhalańskim); mgr inż. mechanik, ukończył Wydział Maszyn Roboczych i Pojazdów na Politechnice Warszawskiej i odbył staż pracując w zakładach samochodowych Alfa Romeo w Mediolanie we Włoszech (tam nauczył się języka włoskiego). Po powrocie do Polski, jako pracownik naukowy, zajmował się konstrukcją opancerzonych wozów bojowych w Instytucie Techniki Pancernej i Samochodowej w Sulejówku pod Warszawą. Następnie pracował w firmie Explo-Naft nad dodatkami uszlachetniającymi do paliw samochodowych. Przez wiele lat był aktywnym członkiem Klubu Przyjaciół Ziemi Sądeckiej w Warszawie.

Moja Mama - Jadwiga Kosiaty (1940-2009) z domu Stach, po ukończeniu Śląskiej Akademii Medycznej, zdała egzamin specjalizacyjny z zakresu chorób wewnętrznych i pracowała przez kilka lat w Chorzowie (gdzie też było mi dane przyjść na świat). Później rodzice przeprowadzili się do Warszawy. Mama przez wiele lat była kierownikiem Przychodni Rejonowej przy ul. Czerniakowskiej w Warszawie (przeniesionej następnie, po oddaniu pomieszczeń przychodni Zakonowi Sióstr Nazaretanek, na ul. Iwicką).

Młodszy brat - Piotr Kosiaty, urodzony już w Warszawie, ukończył Wydział Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej i zajmuje się obecnie funduszami europejskimi w jednym z ministerstw.

Na początku była medycyna...

Jestem lekarzem, absolwentem I Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Warszawie (rocznik 1995; obecnie uczelnia ta nosi nazwę Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego). W życiu było mi jednak dane pracować dodatkowo w różnych zawodach, np. jeszcze podczas nauki w liceum (VI L.O. im. Tadeusza Reytana w Warszawie, matura w 1989 r.), w wolne dni wypiekałem chleb w piekarni przy ul. Racławickiej; w wakacje pracowałem w szklarniach w Mysiadle, pakowałem mleko w mleczarni w Krynicy, pracowałem także na farmie krów w Holandii (Leeuwarden) oraz odnawiałem domy w Szwecji (w Sztokholmie i na wyspie Oland).

Podczas studiów na Akademii Medycznej sprzedawałem książki, wieczorami uczyłem obsługi Macintoshy i grafiki komputerowej w Policealnym Studium Plastycznym przy ul. Stawki w Warszawie oraz prowadziłem wykłady i kursy komputerowe dla studentów medycyny i lekarzy w Zakładzie Informatyki Medycznej oraz Bibliotece Głównej AM.

W tym czasie rozpocząłem również prowadzenie kursów internetowych dla osób niepełnosprawnych w Fundacji Pomocy Matematykom i Informatykom Niesprawnym Ruchowo przy ul. Twardej w Warszawie (1997-2003). W zajęciach tych brały udział osoby z dysfunkcjami narządu ruchu, m.in. ze stwardnieniem rozsianym, mózgowym porażeniem dziecięcym, po wypadkach komunikacyjnych i udarach mózgu a także z epilepsją.

W latach 1997-2000, biorąc udział w programie "Internet dla lekarzy" Fundacji im. Stefana Batorego, prowadziłem wyjazdowe szkolenia internetowe dla lekarzy w 24 szpitalach w Polsce oraz uczestniczyłem w tworzeniu klubów internetowych m.in. w Bibliotece Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie oraz w Bibliotece Głównej AM.

Trzykrotnie byłem stypendystą Unii Europejskiej na Uniwersytecie w Nancy we Francji (w ramach międzynarodowego programu "Computer Assisted Learning"). Zajmowałem się tam pisaniem multimedialnych symulacji przypadków klinicznych z różnych dziedzin medycyny (w ten sposób powstał m.in. mój program komputerowy "Nabyte wady serca w podstawowej diagnostyce ambulatoryjnej"). Prace te przedstawiałem na kilku międzynarodowych konferencjach naukowych, m.in. dwukrotnie na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie.

W 1997 roku za edukacyjny program komputerowy "Wpływ palenia tytoniu na organizm człowieka" otrzymałem z rąk J.M. Rektora Akademii Medycznej w Warszawie - prof. Andrzeja Górskiego - nagrodę indywidualną II stopnia. W 1998 roku w ramach stypendium naukowego Fundacji Amerykańsko-Austriackiej, wyjechałem do zamku w Salzburgu (Austria). Zajęcia dotyczące różnych problemów medycyny obrazowej prowadzili tam wykładowcy z Cornell University Medical College z USA.

W swoim obecnym, "szarym" życiu jestem lekarzem, nauczycielem akademickim, dziennikarzem, webmasterem. Po studiach pracowałem w Klinice Neurologicznej AM (obecnie Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego), później w II Zakładzie Radiologii Klinicznej Centralnego Szpitala Klinicznego przy ul. Banacha w Warszawie. W latach 2000-2020 pełniłem obowiązki redaktora naczelnego portalu medycznego dla lekarzy Esculap.com. Obecnie wykładam na kilku wyższych uczelniach oraz piszę artykuły (znajdziecie je w takich czasopismach jak "Gazeta Lekarska", "Kardiologia Polska", "Magazyn Aptekarski", "Magazyn Medycyny Rodzinnej", "Medycyna Praktyczna", "Nefrologia i Nadciśnienie Tętnicze", "Neurologia Praktyczna", "Psyche", "Puls", "Terapia", "Integracja", "Dama Pik", "Sądeczanin" i innych).

Przez wiele lat prowadziłem szkolenia dla lekarzy z zakresu Internetu oraz prawa medycznego i Unii Europejskiej. Pisałem także poradniki, m.in. "Jak korzystać z Internetu" (ze wstępem Stanisława Lema), "Internet w rękach lekarza-praktyka", "Neurologia w Internecie", "Komputer i Internet w pytaniach i odpowiedziach", "Prawo medyczne i promocja usług lekarskich w sieci Internet", "Aspekty prawne w praktyce lekarzy POZ", "Onkologia w sieci Internet", "Mój pomysł na praktykę lekarską", "Polski lekarz w Unii Europejskiej". Tworzyłem i prowadziłem pierwsze serwisy internetowe, m.in. Akademii Medycznej w Warszawie, Państwowego Zakładu Higieny, Instytutu Reumatologii w Warszawie, Biblioteki Głównej AM w Warszawie, Biblioteki Głównej CMKP, Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii i wiele innych.

Miałem również ciekawą przygodę z telewizją. Wspólnie z Sylwią Baczyńską prowadziłem w TVP 1 cykl programów "Komputerowy Lekarz Domowy" (pamiętam, jak do odcinka na temat palenia tytoniu wypożyczyliśmy maszynę do robienia dymu oraz maski przeciwgazowe z Obrony Cywilnej :-). Jednym z realizatorów tej serii był niezapomniany Tomasz Pyć (1945-2008), niezwykle otwarty i życzliwy człowiek, który wcześniej (w latach 1977-1983), wspólnie z Andrzejem Kurkiem i Zdzisławem Kamińskim, współtworzył program popularnonaukowy "Sonda".

Obecnie, aby odpocząć od analizowania najnowszych technik leczenia hemoroidów oraz nie dostać prezentu od pana Alzheimera, robię wiele innych rzeczy. Uwielbiam czytać (książki i stare gazety), podróżować i poznawać (niezwykłe dzieła natury i człowieka), kolekcjonować (np. stare fotografie - vide serwis "Górale i Tatry na starych fotografiach" www.dawnetatry.pl), poszerzać wiedzę (oglądając filmy dokumentalne i słuchając mądrych ludzi). Szczególną pasją jest zbieranie pięknych wierszy, piosenek i fragmentów prozy (www.wiersze.co) oraz zachowanie pamięci o życiu na dawnych Kresach Wschodnich (www.nawolyniu.pl). Współpracuję z różnymi instytucjami, m.in. Muzeum Historii Polski w Warszawie, Muzeum Nauki i Techniki, Muzeum Polin, Muzeum Ziemi Sądeckiej (w Nowym Sączu) i in.

Aby nie zardzewieć do końca (i nie zostać "starym, spróchniałym wałem"), biegam i pływam - m.in. startuję w biegach długodystansowych, np. w triadzie patriotycznej "Zabiegaj o pamięć", na którą składają się: Bieg Konstytucji 3 Maja, Bieg Powstania Warszawskiego oraz Bieg Niepodległości (mogliśmy już spotkać się na jednej z poniższych imprez sportowych). 16 lipca 2017 r. pokonałem kolejną granicę - po raz piewszy wziąłem udział i ukończyłem triathlon (zawody "Iron Man" w Nieporęcie i na Jeziorze Zegrzyńskim). 17 września 2017 r. w błocie i deszczu przybiegłem na metę "biegu komandosów" - "Survival Race" (ten, kto brał udział, wie o czym mówię :-). 13 maja 2018 r. zająłem dobre 13. miejsce w Triathlonie Nadwiślańskim, w którym organizatorzy, po biegu i jeździe na rowerze, dołożyli nam na koniec (zamiast pływania) 15 km kajakiem po Wiśle. 30 czerwca 2018 r. wziąłem udział w IV Biegu im. Stanisława Tyma - biegliśmy po schodach na XXX piętro Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie (celem uczczenia pamiętnej sceny z filmu "Miś", od której minęło już 38 lat :-).

4-ego listopada 2018 r. zdobyłem medal w największym i najsłynniejszym biegu na świecie - New York City Marathonie. Trudna trasa (sporo podbiegów głównie na mostach i wiaduktach), wiodła przez pięć dzielnic tego wielkiego (8,6 mln mieszkańców) miasta: Staten Island, Brooklyn, Queens, Bronx i Manhattan. Ponad 52 tys. biegaczy z całego świata, 2,5 mln kibiców (w tym duża grupa Polonii amerykańskiej; biegłem z biało-czerwoną flagą :-). Na początku miałem trochę obaw, ponieważ dzień wcześniej brałem udział w innym biegu - Dash to the Finish Line (spod siedziby ONZ do mety w Central Parku), ale udało się! Trzy lata przygotowań, 38 medali z innych biegów (w tym 3 z triathlonów), ale ten jest i na zawsze będzie najważniejszy. Wrażenia i emocje na mecie NYC maratonu nie są możliwe do opisania - to tak, jakby zdobyć Mount Everest, wyżej jest już tylko niebo... Nie zatrzymuję się jednak i biegnę dalej :-) Rok później, 10 marca 2019 r. wziąłem udział w biegu "Vitality Big Half Marathon" w Londynie.

W lutym 2020 roku wyruszyłem na wyprawę do Indii. To było jak lądowanie na innej planecie. Fascynujący, olbrzymi kraj (10-krotnie większy od Polski), zamieszkały przez 1,4 mld ludzi mówiących różnymi językami (z czego 23 to języki urzędowe). Tysiące pięknych miejsc, tajemniczych budowli, nieznanych roślin, zwierząt, zapachów, smaków, przypraw (które kiedyś służyły jako leki w określonych schorzeniach), ale przede wszystkim życzliwi, uśmiechnięci ludzie, bez agresji i zawiści. Hinduizm głosi bowiem, że dobre uczynki w życiu powodują, że w następnym odrodzisz się w lepszym wcieleniu (reinkarnacja). Niezwykłe spotkania z przedstawicielami różnych religii oraz egzotycznymi zwierzętami. Także okazja do zatrzymania się i chwili refleksji, np. w czasie ceremonii pogrzebowych (palenia ciał na stosach) nad rzeką Jamun w Agrze (głównym dopływem Gangesu). Pozostały wspomnienia, trochę pamiątek i setki zdjęć...

Lubię podróże, poznawanie innych ludzi i ciekawych miejsc (odwiedziłem już Indie, Brazylię, Kirgistan, Izrael, USA, Belgię, Holandię, Luksemburg, Austrię, Niemcy, Francję, Włochy, Grecję, Szwecję, Hiszpanię, Węgry, Czechy, Litwę, Łotwę i Ukrainę).

Cały czas uczę się i zdobywam nowe umiejętności. 9 kwietnia 2022 r. ukończyłem szkolenie "Introduction to Digital Journalism" ("Wprowadzenie do Dziennikarstwa Cyfrowego"), zorganizowane przez agencję Reuters. Zastanawiałem się, czego nowego mogę dowiedzieć się po tylu latach pracy w sieci. A tu niespodzianka - wiele informacji o przydatnych aplikacjach (m.in. CrowdTangle Search, Fotoforensics, Yandex, TinEye, Suncalc, Canva), wyjaśnienie nowych pojęć (np. doxing), szczegółowe informacje o zasadach publikacji na różnych platformach internetowych, a także o optymalizacji pracy i odpoczynku (w tym fizjologii naszego mózgu). W biegach również staram się utrzymać wysoki poziom: 20 maja 2022 r., w nocnej edycji biegu "Botaniczna Piątka", zorganizowanym w Ogrodzie Botanicznym PAN w Powsinie, zająłem w swojej kategorii wiekowej II miejsce.

W 1271 roku liczący wówczas 17 lat Marco Polo wyruszył w podróż Jedwabnym Szlakiem, prowadzącym przez Azję Mniejszą, Persję i Azję Środkową do Chin. Towarzyszył swemu ojcu i stryjowi, weneckim kupcom. Z polecenia papieża mieli oni udać się także z misją dyplomatyczną do mongolskiego chana Kubilaja. 753 lata później, w sierpniu 2024 roku wyruszyłem z przyjaciółmi ich śladem. W Kirgistanie pokonaliśmy drogami i bezdrożami ponad tysiąc kilometrów (pieszo, konno i samochodami) i choć nie dotarliśmy do Chin, to i tak wyprawa była bardzo udana. Otwarci i mili Kirgizi chętnie rozmawiali z nami (po rosyjsku) o życiu, polityce, swojej historii i zwyczajach. Na bazarze w Biszkeku wiele napotkanych osób przyznawało się do polskich korzeni ("Moja babcia pochodziła z Polski...").

Szczególne wrażenie zrobiło na mnie ogromne jezioro Issyk-kul - drugie, co do wielkości, jezioro górskie na świecie (zaraz po Titicaca w Peru). Jest położone w górach Tienszan, w śródgórskiej kotlinie na wysokości 1609 m n.p.m., zajmuje olbrzymi obszar 6280 km2, jest słonawe (zasolenie 5,8 promila) i głębokie (maks. 702 m). Pogoda była idealna: w nocy - burze z deszczem i błyskawicami, a w dzień upalne słońce. Woda krystalicznie czysta, a na południowym brzegu jeziora kompletny brak infrastruktury i ludzi. Kąpaliśmy się codziennie wieczorami obserwując niezwykłe zachody słońca nad jeziorem.

Po Jedwabnym Szlaku pozostało niewiele materialnych śladów (m.in. wieża Burana - minaret z XI w.), ale warto odwiedzić także inne miejsca, np. na Cmentarzu Północnym w Biszkeku znajduje się grób Borysa Grabowskiego (1901-1966) - człowieka, który jako pierwszy dokonał w 1928 roku transmisji obrazu telewizyjnego drogą radiową. W Karakole obok jeziora Issyk-kul swoje badania prowadził (i tutaj zmarł) rosyjski geograf i podróżnik - Nikołaj Michajłowicz Przewalski (1839-1888) - odkrywca gatunku dzikiego konia stepowego, nazwanego później koniem Przewalskiego. W górach Tienszan odnalazłem dolinę Jeti Oguz (Siedem Byków) - miejsce w Kirgistanie, w którym odpoczywał po locie w kosmos Jurij Gagarin (1934-1968) - pierwszy kosmonauta.

Zdobyłem oryginalną zbroję kirgiskiego wojownika sprzed wieków. Zawiera kilka warstw, ale jest zaskakująco lekka i wygodna. Zaprzyjaźniłem się także z drapieżnymi ptakami, których Kirgizi używają do polowań. To właśnie Azja jest uważana za kolebkę sokolnictwa. W Polsce sokolnictwo zostało przejęte od Tatarów i już od X w. na dużą skalę uprawiano je na dworach książąt, a następnie królów polskich. Bolesław Chrobry, w opisach Galla Anonima przedstawiany jako miłośnik polowania z ptakami łowczymi, sprowadzał ptaszników z wielu krajów. Na dworach możnowładców utrzymywano sokolarnie, z których najsłynniejsze znajdowały się w Łowiczu, Niepołomicach, Miechowie i Płocku. Powstawały szkoły sokołów, w tym najbardziej znana w Grodnie. Sokolnictwo było nie tylko męską dziedziną - Bona Sforza umiłowała łowy ze sprowadzonymi z Włoch sokołami, które sama karmiła i nosiła.

Zdjęcia z wyprawy Jedwabnym Szlakiem do Kirgistanu wrzuciłem na FB: Jurij Gagarin i nie tylko, Konna wyprawa do wodospadów, Polowanie z sokołami, Nad jeziorem Isyyk-kul, Antykwariat w Biszkeku.

W czerwcu 2025 roku wyruszyłem na wyprawę do Chin. Ten olbrzymi kraj, o powierzchni równej prawie całej Europie, zamieszkuje dwa razy więcej ludzi niż na naszym kontynencie. Tysiące pięknych miejsc, niezwykłych dzieł natury, zabytkowych budowli sprzed setek i tysięcy lat, ale także - widoczny na każdym kroku - gigantyczny skok technologiczny, dokonany w ostatnich latach. Chiny to jednak przede wszystkim skromni, zwinni, niezwykle pracowici, uśmiechnięci ludzie, szanujący swoją tradycję i historię, ale również zwróceni mocno w przyszłość i inwestujący w nowe technologie. Szokuje skala i tempo budowy nowych wysokościowców, gigantycznych mostów, wiaduktów i całych miast.

W czasie podróży odwiedziłem m. in.: Szanghaj, Yichang, Xiaoguanshan, Chongqing, Xi'an i Pekin. Podziwiałem Świątynię Nefrytowego Buddy oraz Ogród Yuyuan w Szanghaju, poznawałem tajniki produkcji jedwabiu w Fabryce Suzhou Silk, jechałem do Yichang pociągiem dużych prędkości, płynąłem ponad 600 km statkiem "Cruises Victoria Anna" po rzece Jangcy, wspinałem się na Szczyt Trzech Przełomów (1 388 m n.p.m.), poznając przy okazji tamtejszą tamę (największy obiekt hydrologiczny na świecie), w Xi'an oglądałem z bliska Armię Terakotową i rozmawiałem z rolnikiem, który kopiąc studnię w 1974 roku przypadkowo odkrył pierwszych jej żołnierzy, wziąłem udział w kursie chińskiej kaligrafii, w Pekinie byłem na największym placu na świecie - Tian'anmen (44 ha), zwiedziłem Zakazane Miasto i Letni Pałac Cesarski Yiheyuanu, złożyłem wizytę w Centrum Sprzedaży Pereł (perły słodkowodne z Chin stanowią obecnie ponad 90% światowego rynku pereł), wziąłem udział w kursie parzenia tradycyjnej, chińskiej herbaty, wspinałem się na Wielki Mur (zdobywając przy tej okazji imienny, grawerowany medal na Przełęczy Juyong), poznałem tajemnice Świątyni Nieba w Pekinie, a na koniec wziąłem udział w pięknym, baśniowym przedstawieniu "The Golden Face Dynasty", w którym m. in. wykorzystano na scenie tysiące litrów wody w postaci prawdziwych wodospadów. Wyprawa do Chin to również wiele sympatycznych spotkań i rozmów z napotkanymi mieszkańcami tego kraju. Pozostaną niezwykłe wspomnienia, pamiątki, ponad tysiąc zdjęć i wiele filmów.

No dobra, wystarczy tego gadania, bo widzę już pierwsze oznaki znużenia :-) Kończę słowami prof. Tadeusza Kotarbińskiego (1886-1981): "Lub robić coś, kochaj kogoś i nie bądź gałganem".

Kontakt: Jarosław Kosiaty, e-mail: jkosiaty@wp.pl


Strona główna